wtorek, 27 stycznia 2015

Plant Fairy w prywatnym ogrodzie 'Felley Priory'

Przebywając   w Wielkiej Brytanii, co tydzień można wziąć udział w wystawach i targach roślinnych różnego kalibru.Organizowane są one przez RHS ( jak Flower Show w Harrowgate), regionalne towarzystwa miłośników roślin, oraz prywatne ogrody pokazowe, które udostępniając za niewielkie sumy teren wystawcom, ściągają tłumy wielbicieli ogrodów. Nie usłyszałabym zapewne o niewielkim 2 akrowym ( ok. 80 arów) ogrodzie pokazowym Felley Priory, gdybym nie sprawdziła na stronie pewnego nursery, gdzie ( poza siedzibą) zamierza sprzedawać swoje rośliny. Moim zdaniem, to kapitalny pomysł na promocję ogrodu i podreperowanie budżetu.

Felley Priory, jak wspomniałam wyżej, to niezbyt olbrzymi pokazowy ogród, jakich wiele w Anglii. Położony jest przy bocznej drodze, kilkanaście mil od sławnego miasta i lasu Nottingham. Ogród rozciąga się wokół XVIII wiecznego domu, zbudowanego na miejscu, gdzie znajdowało się nieduże opactwo z XII. Położony w kotlinie, okolony jest łagodnymi stokami wzgórz, które zbiegają się właśnie w miejscu, gdzie stoi domostwo. Tylko czubek dachu domu widoczny był ponad dachami samochodów uczestników Plant Fairy, które ustawione były na ...pastwisku dla koni.


.Przyjechaliśmy na miejsce dość wcześnie, niewielu osobom chciało się chyba wstawać tak rano, jak nam.Później, niemal całe , niemałe przecież pastwisko zastawione było różnej wielkości pojazdami-my już wtedy opuszczaliśmy to miejsce... Sam ogród nie powalił mnie na kolana, choć i w nim znalazłam kilka inspirujących zakątków. Oczywiście, jak w każdym niemal pokazowym, mającym na siebie zarabiać ogrodzie, znajduje się szkółka roślin i Tea Room, gdzie można sie posilić i odpocząć po trudach zwiedzania


Stoiska ustawiono wzdłuż dróg, m.in.tuż koło zabudowań gospodarczych , oraz murów okalających część ogrodową posiadłości. Mimo,ze impreza była kameralna, skupiała bowiem nie więcej, niz 40 wystawców, cieszę się ,że tam zajrzałam.  Wybór roślin był dość szeroki a i ceny nieco niższe, niż na Flower Show.Stoisko Neila Timma i jego małżonki, których poznałam w Harrowate i do których , po wcześniejszej wymianie maili, leciałam, jak po sznurku, położone było niemal na samym końcu alei, ale bez trudu udało mi się je odnaleźć. Dobrze,że pojechał ze mną syn, bo choć nie przewidywałam zbyt dużych zakupów, to moje paprociane łakomstwo sięgnęło zenitu.Podczas rozmowy, jaka wywiązała się pomiędzy panią Timm a moim synem ( ja szukałam w torbie ptasiego mleczka' firmy Wedel, którym obdarowałam p. Timm), powiedziała ona " Nieeee, to, że twoja mama kupiła tak duzo roslin, wcale nie znaczy, że jest stuknięta". No cóż...moje dzieci i tak wiedzą swoje.
Co można było kupić na tej imprezie? Obfitość hortensji, fuksji, kwitnących dzielżanów, róz....Nieco odmian skalnic, żurawek ( wiele mniej, niż na targach ogrodniczych w Berlinie). Ciekawe trawy , paprocie , kwitnące astry różnej maści i duża ilość odmian jukk.
Rwały oczy piękne wyroby z metalu, szkła weneckiego i gliny, to jednak rzeczy nie na naszą kieszeń. Przy naszych zarobkach, kiedy przeliczamy funta na 5 złotych polskich, wychodzą z tych przeliczeń jakieś koszmarne kwoty





paprociane stoisko Neila

moja młodzież odbiera zakupy od pani Timm

te panie przybyły trochę za późno- rarytasy pojechały do Polski

wspaniale kupuje się na tle zabytkowego domu


młody znosił na raty ...

... a Polusia, w swoim żywiole pakowała !

jedna z zakupionych skalnic

gros zakupów, to oczywiście paprocie :)


2 komentarze:

  1. Piękne, mam wrażenie, że u nas ciągle jest za mało takich imprez dla zaawansowanych hobbystów...
    Pozdrawiam,
    m.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Magdo :) Całkowicie się z Tobą zgadzam! Gdyby mój ogród był udostępniony do zwiedzania, z chęcią organizowałabym takie imprezy. Jak napisałam, to świetna promocja ogrodu i sposób na zasilenie pieniężne.
      Pozdrawiam :)

      Usuń

Dziękuję za komentarz :)