środa, 28 października 2015

Osy ziemne ... niebezpieczni lokatorzy ogrodu

Na początku września,po wycięciu kilku wielkich , przekwitłych rutewek odsłonił się leżący między nimi pniak porosły grzybkami a pod pniakiem ...gniazdo brzęczących zółto-czarnych stworów, mniejszych od normalnych pszczół, czy os .Nie można było zrobić dokładniejszego zdjęcia, bo były bardzo ruchliwe i szybkie . Do pewnego momentu żyliśmy w zgodzie. Jestem przeciwniczką mordowania wszystkiego, co się rusza w ogrodzie, nawet, jeśli mogłoby w przyszłości w jakiś sposób mi dokuczyć. Wychowana od dzieciaka w pasiece przyzwyczajona jestem do brzęczenia i nie wpadam w panikę, gdy wokół mojej głowy, czy w pobliżu jedzenia krążą chętni do jego skosztowania.

Do próby zidentyfikowania moich sublokatorów skłoniło mnie wydarzenie z IX, kiedy panowały jeszcze upały. Podlewałam okolice ich gniazda, ale nie lejąc na nie, tylko na rosnące w odległości ok. 0,5-1 m hosty i Glaucidium palmatum. Opadły moją rękę i jedna z nich mnie użądliła. Została dziurka, żądła nie było. Nigdy w życiu tak nie spuchłam , choć sporo razy byłam dziabana. Ból był niesamowity a opuchlizna nie zeszła, jak zawsze szybko a utrzymywała się kilka dni. Bardzo to wszystko było bolesne i zaskoczyło mnie. Zaczęłam szukać informacji i znalazłam wpis pewnego utytułowanego pana o osach ziemnych, które trzeba skutecznie zwalczyć, gdyż potrafią być niebezpieczne.  Zachowanie os ( bo to prawdopodobnie one) umotywował upałami...Napisał, iż temperatura w gnieździe ziemnym jest 5-10 C wyższa niż na zewnątrz i to wpływa na ich większą aktywność i drażliwość. Proponował wynajęcie profesjonalnej firmy do zniszczenia gniazd.
Do tamtej pory nie zrobiły mi krzywdy i tak prawdę powiedziawszy nie wiem, jaką role wyznaczyła im Matka Natura- czy są szkodnikami, czy sprzymierzeńcami w ogrodzie. Nie mam odpowiedniej wiedzy i jednak miałam wątpliwości, czy chciałabym likwidować to gniazdo.

Koleżanka opisała mi przypadek jej męża, który niemal zakończył się tragicznie :  ubiegłoroczne użądlenia stanowiło dawkę uczulającą, zaś jedno, tegoroczne -  wywołującą , groźną dla życia. Życie mężowi koleżanki  uratowała zdecydowana reakcja - zastrzyk epipenu (szybka duża dawka adrenaliny)., kiedy pojawiły się pierwsze objawy mrowienia i drętwienia w wargach i palcach ( użądlenie w łydkę!).

25.X.2015,  ponieważ  mimo chwilowo pokazującego się słońca nie zauważyłam żadnego ruchu w okolicy gniazda os ziemnych, odrzuciłam na bok pień, aby zobaczyć, jak sprawa wygląda....

Po pierwsze, zobaczyłam niegłęboki korytarzyk wydrążony w ziemi a w nim nieżywe osy. Ich czas życia, wraz z jesienią i pierwszymi przymrozkami, dobiegł końca.Z gniazda w następnym sezonie wyleci nowe pokolenie, które znów zakończy życie , gdy pojawią się przymrozki.


Po drugie... Myślałam,że miejsce, które obserwowałam wcześniej, to bezpośredni wlot do gniazda. Myliłam się. Od miejsca tego, do samego gniazda prowadzi ok.40-50 cm korytarz w ziemi, którego strop stanowił pień drzewa.



 A po trzecie ? Myśląc o gnieździe w ziemi, wyobrażałam sobie coś w rodzaju korytarzy z ew. centralną 'komnatą' , więc to, co zobaczyłam , zaskoczyło mnie zupełnie! W ziemi wydrążony jest otwór o kształcie cylindra, którego ścianki są idealnie proste i tak ubite, że nawet jedna grudka ziemi nie ma prawa się osypać.  Na środku, oddalone od każdej ścianki o ok. 2 cm spoczywa gniazdo - misterne i nieco podobne kształtem do wielkiego kokosa! Widywałam gniazda dzikich os, czy szerszeni, ale podwieszone- na drzewie, czy u belki na strychu, ale to, podziemne, zrobiło na mnie wielkie wrażenie.







Teraz, gdy obrońcy gniazda nie żyją, mogę je zapakować i bez obawy wywieźć do lasu. Myślę, że mądra Matka Natura nie powołała ich do życia bez celu - muszą stanowić jakiś malusieńki trybik w wielkiej, skomplikowanej maszynie, której mimo postępu nauki, nie jesteśmy w stanie do końca zrozumieć i... zaakceptować.

1 komentarz:

  1. Niesamowita historia..! Ależ światy mamy pod nogami. Dobrze, że uczuliłaś artykułem na takie sytuacje. I cieszę się, że wyniosłaś gniazdo do lasu. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz :)