piątek, 7 sierpnia 2015

Upały...upały....

Pamiętam, jak wiosną krążyły plotki, jaki to deszczowy ma być lipiec 2015  i że wakacje będą do kitu. Meteorolodzy powiadają natomiast,ze określenie pogody na dalej, niż 2 tygodnie, to trochę, jak wróżenie ze szklanej kuli na jarmarku. No i właśnie minął ten 'deszczowy' lipiec. Choć w wielu rejonach kraju, w tym, w pobliskim Wrocławiu ludzie cierpieli z powodu deszczowych podtopień, Jędrzejówka doczekała się dwukrotnego opadu, który nie nawilżył gleby nawet na 1 cm w głąb. Tak więc od końca kwietnia ,praktycznie panuje susza. Rzeka wyschła a ja - choć nie myślałam,że kiedykolwiek to nastąpi - wybieram rośliny, które podlewam a resztę muszę świadomie skazać na śmierć.

Kupione jesienią i wiosną azalie ( ok. 50 szt) już uschły, tylko różaneczniki na hostowiskach dostają tyle wody, by nie zwijały im się liście. Nie chce mi sie nawet o tym pisać, ale z obowiązku kronikarskiego odnotowuję tą egipską suszę.

Tam, gdzie podlewam, hosty kwitną a paprocie rosną w siłę- prócz wietlic, którym od goracą , bo nie braku wody -zbrązowiały wszystkie frondy. 38 C w cieniu, to temperatura, którą moim cieniolubom ciężko znieść. Żyją, ale ich wygląd zostawia wiele do życzenia- poparzone, odbarwione...wegetują a ja odliczam dni do słotnej jesieni o krótkich dniach.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz :)